niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział 4

~*~
Mój spokojny sen przerwała głośna melodia, wydobywająca się z telefonu, który leżał na swoim stałym miejscu-nocnej szafce przy łóżku. Dźwięk stawał się coraz bardziej nieznośny, a ja nie miałam najmniejszej ochoty, żeby się podnieść. Jednak ta diabelska maszyna doprowadzała mnie do szału, więc w końcu musiałam to robić. Gdy kolejne sygnały telefonu docierały do moich uszu, a ból głowy się nasilał, nareszcie sięgnęłam po komórkę. Nie pamiętałam, abym przed zaśnięciem włączała budzik, co mnie zdziwiło. Kiedy po kilku chwilach oprzytomniałam, zauważyłam, że to po prostu sygnał połączenia. Nie patrząc na osobę, która wyrwała mnie z cudownej krainy snów, nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam aparat do ucha.

- Witaj śpioszku! Obudziłam cię? - usłyszałam roześmiany głos Julie.

Ona do reszty zwariowała! Czy kiedykolwiek da mi dłużej pospać?! Już kolejny raz zrobiła mi taki numer. Pewnie telefony od przyjaciółek nie są takie niespotykane czy złe, ale ustaliłyśmy z Jul, że nie dzwonimy do siebie w godzinach przeznaczonych na sen. Ona wiedziała, że lubiłam być dobrze wypoczęta, bo wtedy miałam ochotę na robienie nawet tych najnudniejszych rzeczy, co działało na jej korzyść. Oczywiście były też wyjątkowe sytuacje, które nie cierpiały zwłoki. Przyjaciółka prawie cały czas naginała tę zasadę, budząc mnie z powodu błahych spraw. Byłam ciekawa, co wymyśliła tym razem. Z drugiej strony dziwiło mnie to, że zawsze miała w sobie tyle energii. W końcu dopiero sześć godzin temu wróciłyśmy z naprawdę męczącej imprezy, a ona już mogłaby tam wrócić. Jak ona to robiła? Sama chciałabym wiedzieć.

- Mhm... Już kolejny raz - odpowiedziałam, ziewając, gdyż nie mogłam tego dłużej powstrzymywać. Czułam się naprawdę niewyspana i nie do końca kontaktowałam z otoczeniem, więc moje wypowiedzi były niewyraźne i chaotyczne. Działo się tak zawsze, gdy ktoś zbudzał mnie z mojego niedźwiedziego snu. Czasem, zdarzało się też, że słysząc coś w telefonie, w ogóle tego do siebie nie przyjmowałam i przyjaciółka musiała powtarzać w kółko to samo zdanie.

- O co znowu chodzi Jul? - odezwałam się ponownie, powoli wracając do rzeczywistości.
 Moje powieki nadal opadały, domagając się więcej snu. Aby zlikwidować ten efekt, podniosłam się na łóżku i oparłam plecami o ścianę. Miałam nadzieję, że choć trochę to pomoże, zanim wpadnę w stan całkowitej nieprzytomności. Wędrując wzrokiem po ścianie, zatrzymałam się na zegarze, który mówił, że było dopiero kilka minut po dziesiątej.

Nagle w słuchawce usłyszałam jakiś huk, jakby coś się potłukło. Julie przeklęła pod nosem, co nie uszło mojej uwadze. Może nie byłam do końca jeszcze sobą, ale taki hałas nie umknąłby nikomu. To oznaczało, że przyjaciółka zeszła do kuchni, a jej dwie lewe ręce starały się  przygotować coś smacznego. Nie chodziło o to, że nie umiała gotować, lecz wczorajsza impreza mówiła jeszcze za siebie. Chociaż wydawała się jak najbardziej obecna to przypuszczałam, że nie była do końca świadoma tego, co robi, więc taki wypadek był jak najbardziej prawdopodobny.

- To tylko kubek- wyjaśniła po jakimś momencie. Byłam pewna, że przez ten czas próbowała posprzątać to, co nabałaganiła. Natomiast ja przez tą chwilę wpatrywałam się w zdjęcie, wiszące naprzeciwko. Przedstawiało ono mnie i Jul na balu przebierańców w przedszkolu. Oczywiście byłyśmy przebrane za księżniczki. Miałam wielki sentyment do tej fotografii, dlatego wisiała ona na honorowym miejscu.

- Chciałam ci się po prostu spytać, co mogę zrobić na śniadanie - wyjaśniła powód budzenia mnie tak wcześnie. Gdy to powiedziała, miałam ochotę udusić ją gołymi rękami. Jak zawsze wymyślała te głupie wymówki. Byłam naprawdę wkurzona, o co pewnie jej chodziło. Lubiła robić mi czasem, śmieszne żarciki, które dla mnie nie były aż tak zabawne.

Nie dość, że moje mięśnie odmawiały mi posłuszeństwa po godzinach tańca, to jeszcze ból głowy nie ustępował. Przecież wczoraj nie wypiłam aż tak dużo- tylko kilka drinków. Ale w końcu nie byłam na imprezie od dawna, więc zapewne to spowodowało mój obecny stan. Głośna muzyka w połączeniu z alkoholem nie wróżyła niczego dobrego.

- Jul! Obiecuję, że jak cię spotkam, to ukatrupię! - krzyknęłam do słuchawki, na co przyjaciółka wybuchnęła niepohamowanym śmiechem. Bardzo kochałam Julie, ale czasem miałam jej po prostu dość. Ugh! Naprawdę dość!

- Amuś i ty, i ja wiemy, że do tego nie dojdzie, więc pobudka! - znowu podniosła głos, jeszcze bardziej raniąc moje bębenki słuchowe. Czułam się jakby głowa za chwilę miała mi eksplodować. Wszystko mnie denerwowało, nawet słońce wpadające przez okno, rażące moje oczy.

- Cii. Błagam ciszej- skarciłam Jul, prosząc o chwilę spokoju.
 Nie dostałam go zbyt dużo, gdyż po chwili przyjaciółka zaczęła wyć do telefonu piosenkę "Call me maybe". Jak ona mnie irytowała! Choć musiałam przyznać, że gdybym nie była w takim stanie, na pewno ze śmiechu leżałabym już na podłodze. Jednak teraz  odsunęłam komórkę na pewną odległość, nadal pobudzając opadające powieki. W takiej pozycji  pozostałam do momentu, gdy przyjaciółka zaśpiewała zwrotkę oraz refren i w końcu skończyła. Ponownie przyłożyłam aparat do ucha, lecz teraz zrobiłam to bardziej ostrożnie. Próbowałam uniknąć kolejnego wybuchu Julie, bo nie wiedziałam, czy zniosę znowu taki hałas.

- Oh, dobra. Nie będę cię już tak męczyć. Tylko pamiętaj, że widzimy się za trzy godziny - oznajmiła już normalnym głosem. Byłam jej wdzięczna, że przerwała te swoje katusze. 'Nigdy więcej imprez' - powtarzałam w kółko w myślach, jakbym próbowała uwierzyć, że to się nie powtórzy. Jednak znałam siebie i byłam pewna, że ta obietnica nic nie znaczyła. Przy następnej okazji zapewne zrobię dokładnie to samo.

- Hmm... może- zaczęłam droczyć się z Jul. Ona tego nie znosiła, co działało na moją korzyść. Już wiedziałam, że muszę się kiedyś odegrać za dzisiejszą pobudkę. Tylko powinnam zrobić to z zaskoczenia, aby przyjaciółka nic nie podejrzewała.

- Ej! Jeśli cię nie będzie, to wpadnę do twojego pokoju z kubłem zimnej wody i już nie będzie tak miło- zagroziła, utrzymując poważny ton.

Jej podstawową zasadą było: 'Jeśli mi podpadniesz,  zamienię twoje życie w piekło'. Choć Julie zachowywała pozory sympatycznej, spokojnej dziewczyny, to kiedy ktoś znalazł się na jej czarnej liście, pokazywała swoje pazurki. Jako prawie jedyna potrafiła walczyć o swoje zdanie i nie poddawała się tak łatwo. Dzięki częstemu przebywaniu z nią, trochę nauczyłam się tej przydatnej cechy. Jul była typowym przykładem buntowniczki, nie pozwalającej narzucać innym swoich racji. Miałam szczęście, że się z nią przyjaźniłam, bo na pewno nie miałabym odwagi podjąć wielu spontanicznych decyzji w swoim życiu, z których obecnie byłam bardzo dumna. Może nadal uganiałabym się za Scottem, mając nadzieję, że do mnie wróci?

- Nie martw się Julie. Nie będziesz musiała tego robić- zapewniłam przyjaciółkę, dając jej do zrozumienia, że stawię się w ustalonym miejscu na czas.
Mimo wielkiej chęci odpuszczenia spotkania z Jul, nie mogłam jej wystawić, bo musiałam się komuś w końcu wygadać i zapytać o zdanie.

- Mam nadzieję. Tak więc do zobaczenia- zakończyła rozmowę Julie, rozłączając się.

Nastała uprawniona cisza. Jedynym dźwiękiem, który słyszałam był śpiew ptaków zza okna. Westchnęłam, opuszczając telefon do zasięgu wzroku. Gdy już miałam go odkładać, moją uwagę przykuło powiadomienie o nowej wiadomości. Z wielką ciekawością otworzyłam smsa. Okazało się, że pochodził od numeru prześladującego mnie motorzysty i wysłany był o 4:32, kiedy już odsypiałam po imprezie. Brzmiał on następująco:

'Naprawdę pięknie dzisiaj wyglądałaś. Powinnaś częściej się tak ubierać'

Kiedy to przeczytałam, ze zdziwienia szeroko otworzyłam oczy, a komórka prawie wypadła z moich rąk. Byłam bardzo zaskoczona i zarazem przerażona. Nie mogłam uwierzyć, że On rzeczywiście tam był. Przecież tak szybko zniknął mi z pola widzenia. Myślałam, że to tylko przewidzenie, jakieś niezwykłe halucynacje, które zdarzają się po wypiciu alkoholu. Jednak myliłam się.

Ale skąd on wiedział, że akurat będę w tym klubie o tej konkretniej godzinie? Czyżby mnie obserwował? Przez te kilka dni nie zauważyłam niczego niepokojącego, więc może to moja bujna wyobraźnia, a nasze spotkania to czysty przypadek. Zresztą nie powinnam w to wierzyć. W przeszłości byłam zbyt naiwna i to mnie zwiodło. Nie chciałam powtórzyć tego samego błędu. Lepiej trzymać się na dystans. Tylko jak? Skoro gdziekolwiek byłam, tam też i zjawiał się motorzysta. Nie miałam pojęcia, co mogę zrobić w tej sprawie. Czy iść na policję, czy starać się unikać późnych, samotnych powrotów do domu?

Moja głowa pełna była różnych rozwiązań obecnej sytuacji, lecz żadna nie wydawała mi się wystarczająco sensowna. Dlatego musiałam się kogoś poradzić, a tą osobą była Julie.  By odgonić przytłaczające myśli, położyłam telefon na przeznaczonym do tego miejscu i niechętnie podniosłam się z łóżka. Przetarłam oczy i ruszyłam w stronę kuchni po środki przeciwbólowe w celu zlikwidowania męczącego bólu głowy. Wchodząc do pomieszczenia o mało co nie zawadziłam o krzesło, stojące przy stole. Lecz przez to drobne potknięcie, zobaczyłam leżącą na stole kartkę:

'Tata w pracy, a ja i Lins jesteśmy na spacerze. 
 Mama xx'

Po zrozumieniu sensu wiadomości, które trochę mi zajęło, zaczęłam szukać odpowiednich lekarstw. Kiedy tabletki zostały połknięte, zaczęłam przygotowywać śniadanie, składające się ze zwykłych tostów. Zrobienie trzech kanapek i podpieczenie ich, wcale tak długo mi ne zajęło, więc po kilkunastu minutach siedziałam już i rozkoszowałam się smakiem żółtego sera i szynki. Po udanym posiłku, zmyłam naczynia i zdecydowałam się na odświeżenie. Udałam się do łazienki, biorąc wcześniej nowe, czyste ubrania i wskoczyłam pod prysznic. Woda zaczęła otulać moje ciało,  a ja cieszyłam się chwilą relaksu. Dla jeszcze lepszego efektu, podwyższyłam temperaturę cieszy, bo właśnie taką lubiłam najbardziej. Po umyciu całego ciała, wytarłam się dokładnie ręcznikiem i ubrałam przygotowane ciuszki, czyli czarne rurki i zwiewną, brzoskwiniową bluzkę. Następnie zrobiłam lekki makijaż i wróciłam do pokoju, aby skompletować torebkę. Kiedy spakowałam potrzebne rzeczy, m.in. telefon, sprawdziłam godzinę w obawie, że nie zdążę na spotkanie. Na szczęście pozostało mi jeszcze czterdzieści minut, więc mogłam dotrzeć do Julie na spokojnie.

Zeszłam na dół i napisałam kartkę dla mamy, by się nie martwiła. Dobrze, że każdy w rodzinie miał swój komplet kluczy, gdyż nie musiałam czekać na powrót rodzicielki. W holu założyłam czarne trampki oraz wzięłam sweterek w tym samym kolorze i opuściłam dom. Na dworze od razu uderzył we mnie ciepły powiew wiatru. Jak to w czerwcu było tak gorąco, że mogłam chodzić w samych t-shirtach, co mnie cieszyło. Nigdy nie przepadałam za zakładaniem wielu warstw na siebie.
Przypominając sobie o zamknięciu drzwi, obróciłam się i przekręciłam klucz w zamku. 

Pełna entuzjazmu, spowodowanym tak piękną pogodą, ruszyłam w stronę domu Jul. Podziwiałam uroki natury i obserwowałam ludzi, którzy, tak jak ja, zdecydowali się na spacer w tym pogodnym dniu. Przeszłam zaledwie kilkanaście metrów, a mój telefon poinformował mnie o przyjściu kolejnego smsa. Byłam pewna, że przyjaciółka upewniała się, czy aby na pewno już szłam. Lecz to, co zobaczyłam na ekranie, sprawiło, że zalała mnie fala paniki. Nerwowo rozglądałam się wokół, poszukując wzrokiem motorzysty, gdyż była to kolejna wiadomość od niego: 

'Lubię, gdy jesteś taka wesoła. Baw się dobrze!'

Moje serce zaczęło bić jak oszalałe. Prześledziłam każdy zakamarek miejsca, gdzie się obecnie znajdowałam, ale na próżno, bo nikogo podejrzanego nie zauważyłam. Później powróciłam do komórki i odpisałam chłopakowi:

'Skąd wiesz, gdzie teraz jestem?'

Nie musiałam długo czekać na odpowiedź, bo dostałam ją po kilku sekundach:

'Zawsze będę ten jeden krok przed tobą'

Zdenerwowana jeszcze raz powróciłam do najciemniejszych uliczek. Tu nic, tam też nic. Nigdzie nie dostrzegłam psychopaty i to mnie niepokoiło. Obserwowałam ludzi, by zauważyć coś dziwnego, lecz na marne. W końcu zdecydowałam się na kolejnego smsa:

'Śledzisz mnie?'

Jednak tym razem motorzysta mi nie odpisał. Stałam przez kilka minut w miejscu, nadal rozgładając się na wszystkie możliwe strony i czekałam aż mój telefon zacznie wibrować. Kiedy tego nie zrobił, trochę przestraszona skierowałam się do miejsca spotkania z Jul. Byłam prawie pewna, że moje podejrzenia są prawdziwe.

~*~
- ... i dlatego chcę, żebyś mi pomogła. Nie radzę sobie z tym- wyżaliłam się przyjaciółce, gdy skończyłam opowiadać jej o tajemniczym motorzyście. Siedziałyśmy właśnie w Cass Cafe- jednej z naszych ulubionych kawiarni i piłyśmy wyśmienitą kawę z bitą śmietaną. Uwielbiałyśmy to miejsce nie tylko przez pyszności, jakie tu przyrządzali, lecz również panujący nastrój. Na ścianach wisiało wiele, kolorowych obrazów a drewniane stoliki sprawiały wrażenie, że czułyśmy się jak w domu.
Spojrzałam na Julie, biorąc łyk gorącego napoju i wyczekując odpowiedzi.

- Musisz zgłosić to na policję - odparła po głębokim zastanowieniu się. Dziwiłam się, że coś takiego przyszło jej na myśl. Uważałam, że to właśnie ona wybije mi ten pomysł z głowy, a nie będzie do niego namawiała.

- Ale w czym mi to pomoże? - westchnęłam, podpierając głowę na ręce. 
Przecież nawet go nie znam. Nie mam pojęcia jak się nazywa, gdzie mieszka. Posiadam tylko numer, który równie dobrze może należeć do kogoś innego.

- Będziesz pewna, że nikt nie czai się za rogiem - wyjaśniła Jul. Lecz czy motorzysta naprawdę mnie obserwował? W końcu te wszystkie jego smsy mogły być zbiegiem okoliczności.

- Nie jestem przekonana, co do tego planu- powiedziałam zgodnie z prawdą. A co, jeśli tym bardziej zdenerwuję psychopatę. Choć z drugiej strony policja prawdopodobnie uzna mnie za wariatkę. Nie mam żadnych dowodów, oprócz wiadomości, które wcale nie obciążają motorzysty.

- W takim razie zmień numer i uważaj na podejrzanych typów. Oczywiście jak coś zauważysz, koniecznie do mnie zadzwoń- wywnioskowała, popijając swoją kawę. Gdy zaczęłam jej mówić o tych wszystkich zdarzeniach, była lekko zdziwiona i zdezorientowana jak ja. Po pokazaniu przyjaciółce wiadomości, upewniła się ona, że tajemniczy chłopak był niezrównoważony. Od momentu, kiedy poruszyłam ten temat, uważnie mnie słuchała, a teraz próbowała znaleźć wyjście z tej beznadziejnej sytuacji. Widziałam, że bardzo się o mnie bała.

- Dziękuję Julie - uśmiechnęłam się do niej szczerze. Już kolejny raz mi pomogła. Choć na początku moja opowieść brzmiała szalenie to ani razu tego nie powiedziała, ani razu mi nie przerwała, dopóki ja nie skończyłam. Na tym polegała prawdziwa przyjaźń.

- Więc jak tam twój przystojniak z imprezy? - aby dłużej nie rozmawiać o psychopacie, Jul zmieniła temat. Byłam jej za to wdzięczna, bo miałam już go dość. I właśnie tak rozpoczęła się dyskusja o słodkim barmanie.

~*~
Po niespełna ośmiu godzinach, spędzonych w towarzystwie Julie, zdecydowałam się na powrót do domu. Ciągle śmiechy, cudowna kawa i małe zakupy sprawiły, że mój humor diametralnie się poprawił.  Na ciemnym niebie powoli pojawiały się kolejne gwiazdy, a księżyc schował się za starymi kamienicami. Latarnie ustawione po obu stronach drogi, nie dawały zbyt dużo światła, gdyż tylko niektóre z nich działały. Choć ta uliczka wyglądała na opuszczoną i niebezpieczną, to od czasu do czasu kręciło się tutaj dwoje czy troje ludzi, którzy zapewne wracali z pracy do swoich domów. 

Przeszłam krótki odcinek i skręciłam do jedynego sklepu w tej dzielnicy, gdyż obiecałam Linsey żelki, a zapomniałam ich kupić wcześniej. Już na samym początku, oślepiły mnie mocne lampy wiszące wewnątrz. Krótkim "dzień dobry" powitałam sprzedawcę, stojącego za ladą. Był może trochę ode mnie starszy i bardzo zajęty swoim telefonem. Gdy nareszcie oderwał wzrok od wyświetlacza i mi odpowiedział, ruszyłam do stoiska ze słodyczami. Stanęłam przed półką z różnymi rodzajami żelków i zastanawiałam się, które będą najlepsze. Na szczęście, regał oddzielał mnie od sprzedawcy, a w sklepie nie zauważyłam nikogo więcej, dlatego mogłam dłużej debatować nad swoim wyborem. W końcu zdecydowałam się na misie z nadzieniem.

Kiedy sięgałam po upatrzoną paczkę, nagle wszystkie światła zgasły. Nastała ciemność, a ja stałam zdezorientowana w tym samym miejscu, mając nadzieję, że szybko naprawią tą awarię. Dopiero po chwili zapaliły się dwie lampy awaryjne, na co odetchnęłam z ulgą, gdyż nie przepadałam za mrokiem. Chociaż prawie nic nie widziałam, to dziękowałam za to małe źródło światła. Już miałam kierować się do wyjścia, by w końcu opuścić ten przerażający sklep, gdy usłyszałam głośne trzepnięcie drzwiami i kroki, które ustały po krótkim momencie. Wystraszona i nieświadoma tego, co się działo, wychyliłam się zza regału. Zobaczyłam dwóch ubranych na czarno mężczyzn, kłócących się ze sprzedawcą. Stali pod lampą, więc dobrze mogłam przyjrzeć się ich twarzom, których niestety nie rozpoznawałam. Jeden z nich przytrzymywał chłopaka, przystawiając mu do głowy pistolet, a drugi mówił coś o jego długu, którego nie spłacił. Byłam zszokowana tym widokiem, a strach sprawił, że nie mogłam się poruszyć. Odruchowo zatkałam ręką usta, aby nie wydobył się z nich krzyk.

- Obiecuję, że wszystko wam oddam. Dajcie mi tylko tydzień- błagał sprzedawca, a w jego głosie dało się słyszeć narastającą panikę. Nie wiedziałam, o co chodzi, ale było mi go żal. W końcu on sam nie miał szans przeciwko dwóm. Mężczyzna z pistoletem niespodziewanie uderzył chłopaka w brzuch, na co ten zgiął się w pół. Po tym, co ujrzałam, prędko schowałam się za regał. Nie chciałam dłużej oglądać, jak bezbronny sprzedawca bezskutecznie próbuje się obronić przed mocnymi uderzeniami napastnika, które nie ustępowały. Miałam tylko nadzieję, że ktoś w końcu tu przyjdzie i mu pomoże, a chłopak przeżyje.

- Termin upłynął dzisiaj- odparł ostro jeden z przybyłych mężczyzn. Natomiast drugi zaczął chyba iść między alejkami, bo usłyszałam coraz głośniejsze kroki. Sprawdzał pewnie, czy nikogo nie ma, więc aby mnie nie zobaczył, usiadłam na podłodze i jeszcze bardziej się skuliłam. Podciągnęłam kolana do klatki piersiowej i ukryłam w nich głowę, czekając na moment, gdy mężczyzna mnie znajdzie, bo nie miałam i nie znałam żadnej drogi ucieczki. Zamknęłam oczy i próbowałam uspokoić oddech oraz opanować drżenie rąk, czego w końcu nie udało mi się zrobić. Bałam się tak bardzo, jak nigdy wcześniej. Spotkania z psychopatą były niczym w porównaniu z tym. Najbardziej przerażało mnie to, co zrobią mi mężczyźni, kiedy zauważą, że nie byli sami. 

Myślałam już o swoim końcu, gdy poczułam w kieszeni wibracje telefonu. Miałam szczęście, że go wyciszyłam, bo wtedy na pewno nie pozostałabym niezauważona. Powoli i ostrożnie wyciągnęłam komórkę i zerknęłam na wyświetlacz. Wiadomość pochodziła od motorzysty, który w tym momencie najmniej mnie obchodził, lecz z jakiejś nieznanej potrzeby, otworzyłam smsa:

'Naprzeciwko ciebie jest przejście dla obsługi. Wejdź tam i kieruj się do drzwi ewakuacyjnych. Kiedy znajdziesz się na zewnątrz, po prostu uciekaj. Biegnij tak szybko jak możesz i nie oglądaj się za siebie. Już!' 

Cholera! W co ja się wpakowałam?!

_________________
Hyym... wieem... jestem okrutna, że dodaję dopiero teraz  -_-
Nawał pracy ze szkoły + mój tekst "zdążę napisać to później"   nie wróży nic dobrego.
Pomysł na rozdział był już od dawna, tylko dobranie odpowiednich słów trochę zajęło :)
Tym razem przy tworzeniu, wspierała mnie muzyka Gabrielli Aplin i Eda ♥
Nie chciałam zaczynać od "przepraszam was bardzo i błagam o wybaczenie" itp. , bo kiczowato to brzmi. Pewnie i tak nikt by nie uwierzył w moją skruchę. JA na pewno nie! :D
Obiecałam akcję. Lecz czy coś zaczyna się dziać, ocenicie sami ;)
I oczywiście dziękuję za duży zastrzyk motywacji (tak, to się nazywa biol-chem).
Bez tego bym raczej nie wytrwała ♥
Więc do następnego! (a ja do pisania rozprawki i nauki chemii - tak imprezowo)
PS.: Wszystkim, którzy mają lub zaczynają mieć ferie, życzę udanego wypoczynku! (ja czekam do 14 lutego)

19 komentarzy:

  1. Genialne *_* Akcja się rozkręca :D Dalej !!! Weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jak zwykle boski. :D Uwielbiam to opowiadanie. :3 Świetna akcja.
    Życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział bardzo fajny,tylko szkoda,że taki krótki -_-

    OdpowiedzUsuń
  4. Błagam Błagam Błagam..KOLEJNY ROZDZIAŁ dodaj za niedługo proszęęęęęęęę :3
    PS wpis świetny :*

    OdpowiedzUsuń
  5. jak mogłaś skończyć w takim momencie? ;(
    dodawaj szybko kolejny rozdział!
    genialny rozdział, weny i zapraszam do mnie ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny :*
    Proszę dodaj kolejny ♥ ♥ ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. CUDOO!! czekam niecierpliwie nn!!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam!

    Zostałaś przeze mnie nominowana do Liebster Awards! Gratuluję!
    Więcej informacji tutaj:

    http://nadprzyrodzona-moc.blogspot.com/2015/01/liebster-awards.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj!
    W końcu znalazłam trochę czasu, żeby usiąść i na spokojnie skomentować:)
    Blog już od prologu zrobił na mnie ogromne wrażenie. Masz lekki styl, chociaż nie jest to kolejne cukierkowe opowiadanie. Potrafisz doskonale wpleść w akcje jakieś zabawne momenty.
    Postać tajemniczego motorzysty bardzo mnie zaintrygowała. Ciężko wyczuć jakie dokładnie ma intencje. Z jednej strony jakby martwi się o nią, ratuje jej życie i wytyka brak odpowiedzialności, a z drugiej strony zachowuje się, jakby sam chciał jej zaszkodzić na zdrowiu. Raz potrafi być miły i czarujący, a raz robi się opryskliwy i nieprzyjemny, wręcz przerażający. Ta sytuacja w sklepie jeszcze bardziej mnie skołowała. Znowu jej pomógł? Dlaczego? I Przede wszystkim skąd wiedział gdzie jest dziewczyna, gdzie jest wyjście. Ma coś wspólnego z tymi kolesiami? To trochę jakby sam ją wpakował w pułapkę, a później pomógł jej uciec. Swoją drogą dalej nie wiemy, czy jej się to uda.
    Ja bym na jej miejscu już dawno ze świrowała, a już na pewno po tym w klubie. No jakim cudem ja się pytam gościu jest, a za chwilę go nie ma, magia!xd Nie dziwię się, iż pomyślała, że ma urojenia xd
    I oczywiście jeszcze muszę przytoczyć najlepszy i najzabawniejszy cytat wszystkich czterech rozdziałów: "Nie jestem mała! Mała to jest twoja pała!" No powiem ci, że jak ja to przeczytałam to padłam na miejscu xD
    Czekam z niecierpliwością na kolejny i życzę dużo weny;*
    A tak na marginesie to ja też muszę czekać na ferie do 14 lutego, o zgrozo, jeszcze 2 tygodnie ;__;
    Trzymaj się!<3

    Zapraszam, gdybyś miała wolną chwilę;) loveeorfriendship.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Dopiero 4 rozdział a już tak kończysz? Brawo za rozwinięcie akcji już na samym początku!
    Też mam ferie dopiero w połowie lutego... ;/
    Zapraszam do siebie,
    http://worldofbookss.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze się czyta, akcja wciąga, czytam i czekam na więcej:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wreszcie znalazłam chwilę, żeby przeczytać, więc skomentuję ;) Straaasznie ciekawi mnie ten motorzysta. Kim on w ogóle jest? Po tym rozdziale domyślam się, że jakimś niespotykanym stworzeniem, albo człowiekiem o szóstym zmyśle, albo po prostu tak szpieguje naszą Amelię. Lubię go, jest takim bad boyem, a ja uwielbiam bad boyów ^-^ Haha, Jul jak zwykle dała popalić, ona jest taką pozytywną, stukniętą wariatką. Po części tak jak ja, choć ja nie znoszę dyskotek, tańca i popijaw, ale cóż. Jest lojalną przyjaciółką i stara się pomóc Ami, choć sądzę, że jej rady w zaistniałej sytuacji nic tutaj nie wskórają. A ten barman, hm, hm. Zastanawiam się, czy się jeszcze pojawi, fajnie by było. No a ta sytuacja w sklepie? Nie wiem, co bym zrobiła, pewnie też bym się starała schować i jakoś wymknąć, choć znając mnie, to bym wydarła się do tych gości, coś w stylu: "Co ty robisz, debilu, zostaw go!". Nie zawsze ma to dobre skutki XD Cóż, to chyba na tyle, czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział i jak to się wszystko dalej potoczy. Pozdrawiam cię i życzę mnóstwa weny!
    metallicaff-jjckl.blogspot.com
    welcome-to-the-world-ww.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. O kurna! Się dzieje! To jest mega, o kurde!!!!!!!!!!!!! KOCHAM TO! *.*

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny! Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  15. Siema :-)
    Sorki, że tak późno komentuję, ale nie miałam internetu
    Post jest super ciekawy i akcji rzeczywiście trochę jest ;-)
    No i nie mogę nie wspomnieć, że nie mogę się doczekać, kiedy będzie następny
    Co się wydarzy? No i kim jest ten motocyklista, że wszystko wie i wizi?
    Hmm....
    Mam nadzieję, że już niedługo rozwiejesz moje wątpliwości :-)
    Pozdrawiam , życzę weny i zapraszam do siebie:
    itsmylife-dontyouforget.blogspot.com
    xxx

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny rozdział *.* nie mogę się doczekać następnego rozdziału :) to całe opowiadanie jest po prostu genialne, a ty jeszcze lepsza :D Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak zwykle super, kiedy następny ??? Nie mogę się doczekać :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Interesująco. Wszystko genialnie opisane, jasno, intrygująco. Super!

    OdpowiedzUsuń
  19. Zaczynam coraz bardziej lubić tego motorzystę, choć jego psychopatyczne skłonności prześladowcze coraz częsciej rzucają się w oczy ;)
    Btw, jakie to przyjemne uczucie mieć przed sobą jeszcze kilka rozdziałów do przeczytania, kiedy coś cię zaciekawi ^_^

    OdpowiedzUsuń